Ukryte daty ważności

Wybierając się na zakupy, często w pośpiechu wrzucamy do wózka wszystko, co znajduje się na liście. Za pół godziny musimy być w szkole po dziecko, więc nie zwracamy zbytniej uwagi na to, czy dany produkt ma aktualny termin przydatności. Dopiero po przyjściu do domu zwracamy uwagę na to, co kupiliśmy, o ile wypakowujemy towar uważnie. Przykre jest odkrycie przeterminowanej czekolady lub masła dopiero wtedy, kiedy zabieramy się za otwieranie opakowania i chcemy coś zjeść. Wielu z nas wyrzuciło już dawno paragon, więc nawet reklamacja na następny dzień staje się niemożliwa. A przecież wystarczy chwila, jaką w sklepie poświęcimy na rzucenie okiem na termin ważności, który zawsze powinien widnieć na produkcie. Jeśli go tam nie znajdziemy, zrezygnujmy z zakupu, albo sprawdźmy, czy producent nie zamieścił terminu produkcji. Wtedy na opakowaniu odczytamy informację, jak długo od określonej daty możemy bez ryzyka korzystać z danego towaru. Sytuacja nieco komplikuje się w przypadku kosmetyków i artykułów chemicznych. Tutaj producenci zazwyczaj kodują datę produkcji i trzeba poszukać w Internecie lub zasięgnąć informacji u sprzedawcy, czy dany krem lub balsam do ciała nadaje się jeszcze do użycia. Stosowanie przeterminowanych kosmetyków może wywołać wystąpienie na skórze tajemniczych krostek lub plam.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.